Wracasz z ogrodu, a spoglądając na płot sąsiada, zauważasz kamerę skierowaną prosto na Twój taras? Albo dowiadujesz się, że sąsiad codziennie filmuje Cię „dla dowodu” smartfonem, gdy tylko wyjdziesz na podwórko? Wielu ludzi myśli, że na swojej posesji mogą robić wszystko, łącznie z monitorowaniem cudzego życia. To błąd, który może kosztować ich kilka tysięcy złotych.
Twoja posesja to nie miejsce publiczne.
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wskazał, że monitorując swoją posesję nie wolno filmować przestrzeni prywatnej innych osób, np. działki sąsiada. Wielu właścicieli domów tłumaczy się względami bezpieczeństwa, ale sądy jasno stawiają granicę: monitoring prywatny założony dla zapewnienia bezpieczeństwa, co do zasady nie powinien jednak swoim zasięgiem obejmować posesji sąsiada.
Co istotne, argument „chroniłem swoje mienie” nie zawsze wystarczy. W jednej ze spraw sąd stwierdził wprost, że ochrona powinna odbywać się w taki sposób, by nie dochodziło do naruszenia dóbr osobistych innych osób. Taka osoba powinna więc dokonać montażu kamer tak, aby zasięg ich obejmował wyłącznie jej mienie.
RODO nie chroni Cię tak dobrze, jak myślisz, ale Kodeks Cywilny tak.
Sąsiad może próbować się bronić, powołując się na to, że RODO nie dotyczy prywatnych kamer. Częściowo ma rację: z art. 2 ust. 2 lit. c RODO wynika, że rozporządzenie nie ma zastosowania do przetwarzania danych osobowych przez osobę fizyczną w ramach czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze. Jednak ten wyjątek działa tylko wtedy, gdy kamera nie wykracza poza własną posesję. Gdy tylko obraz sięga Twojego gruntu, wyjątek przestaje obowiązywać, a do gry wchodzi ochrona dóbr osobistych z Kodeksu Cywilnego.
Kluczowy jest tu art. 23 i 24 k.c. Każdemu przysługuje pewien katalog dóbr osobistych, wśród których wymienione zostały m.in.: wolność, wizerunek czy nietykalność mieszkania, przy czym nie jest to katalog zamknięty, zatem do dóbr osobistych zaliczyć również należy np. „prywatność”. Sądy potwierdzają to bez wahania. Już samo utrwalenie wizerunku osoby bez jej zgody, może być naruszeniem w płaszczyźnie art. 23 k.c. i 24 k.c.
Konkretne pieniądze za konkretne naruszenie.
To nie jest teoria prawnicza bez pokrycia w praktyce. Jeden z najczęściej cytowanych wyroków to orzeczenie warszawskiego Sądu Apelacyjnego (VI ACa 839/15), w którym sąd wskazał, że rejestracja obrazu sąsiedniej nieruchomości oraz jej właścicieli, prowadzona przez system monitoringu, stanowi naruszenie ich dóbr osobistych tj. prawa do wizerunku i prawa do prywatności oraz zakazał pozwanemu rejestrowania za pomocą kamer umieszczonych na budynku stanowiącym jego własność obrazu budynku i posesji sąsiada, a także wizerunku powoda i innych osób przebywających w budynku stanowiącym własność powoda i na jego posesji oraz zasądził od pozwanego na rzecz powoda kwotę pięć tysięcy złotych tytułem zadośćuczynienia.
Podobnie zakończyła się inna sprawa, gdzie sąd ustalił, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci jego prawa do prywatności, prawa do wizerunku ograniczenia swobody korzystania ze swojej nieruchomości poprzez zamontowanie kamer, które obejmowały swym zasięgiem część jego gruntu wraz z domem. W tej sprawie sąd zwrócił też uwagę na motywy sąsiada, zauważając, że ustawienie kamer nie był podyktowany poczuciem realnego zagrożenia lecz formą pewnego rodzaju złośliwości sąsiedzkich wynikającej z trwającego od kilku lat konfliktu między stronami. Poszkodowany wygrał proces w całości, a sąd zwrócił mu koszty postępowania.
Sąd nie zawsze automatycznie przyzna zadośćuczynienie.
Nie każda sprawa kończy się wygraną w wymiarze finansowym. Zdarzały się orzeczenia, w których sąd potwierdzał naruszenie dóbr osobistych, ale odmawiał zadośćuczynienia, oceniając, że nie można automatycznie z tym wiązać zadośćuczynienia, którego przyznanie jest fakultatywne. Aby było to możliwe, konieczne jest wystąpienie krzywdy. Dlatego kluczowe jest odpowiednie udokumentowanie, jak długo trwało naruszenie, jak wpłynęło na Twoje codzienne życie i czy towarzyszyły mu dodatkowe okoliczności, na przykład konflikt sąsiedzki czy elementy nękania. Im więcej dowodów krzywdy, tym mocniejsza pozycja w sądzie.
Złośliwość, czy już stalking?
Jednorazowa kamera to jedno, ale gdy sąsiad nagrywa Cię regularnie, śledzi Twoje ruchy po podwórku, zbliża obiektyw przy każdym wyjściu z domu, sytuacja może przekroczyć granicę prawa cywilnego i wejść w obszar prawa karnego. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby dla niej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia, poniżenia lub udręczenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
W jednej ze spraw sąd uznał, że częstotliwość rejestrowania pokrzywdzonych pozwala na ocenę, iż doszło do uporczywego nękania pokrzywdzonych w sposób ingerujący w ich prywatność. Co ważne, sąd zaznaczył wprost, że usprawiedliwieniem dla filmowania i fotografowania dnia codziennego sąsiadów nie może być ani istnienie konfliktu sąsiedzkiego, ani też fakt, że nagrania były wykonywane z mieszkania lub posesji oskarżonej. Innymi słowy, „to moja kamera na mojej ścianie” nie jest żadną tarczą, jeśli działanie ma charakter nękania. To przestępstwo ścigane jest jednak na wniosek pokrzywdzonego, więc bez Twojej inicjatywy sprawa nie ruszy.
Co zrobić, jeśli to Ty jesteś nagrywany?
Zanim pójdziesz do sądu, warto działać metodycznie. Udokumentuj naruszenie, zrób zdjęcia kamery, jej kąta ustawienia. Wezwij sąsiada pisemnie do zaprzestania nagrywania lub przestawienia kamery, zachowując kopię wezwania. Jeśli sytuacja się powtarza i towarzyszy jej poczucie zagrożenia, rozważ złożenie wniosku o ściganie. Ostatecznie, przygotuj pozew o ochronę dóbr osobistych, żądając zaniechania naruszeń oraz zadośćuczynienia. Rozważ też skargę do Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych, jeśli kamera ma związek z jakąkolwiek działalnością zarobkową sąsiada.
