Po zapoznaniu się z przepisami oraz orzecznictwem wiele osób zadaje sobie bardzo praktyczne pytanie:
Skąd właściwie sąd wie, jak dużą krzywdę przeżywa człowiek po śmierci osoby najbliższej?
Odpowiedź może zaskakiwać.
Sąd nie dysponuje urządzeniem, które potrafiłoby zmierzyć cierpienie. Nie istnieje również test pozwalający określić, jak silna była więź między dwojgiem ludzi ani jak bardzo zmieniło się życie po śmierci jednego z nich.
Dlatego postępowanie o zadośćuczynienie nie polega na ocenie samych emocji. Polega na rekonstrukcji rzeczywistej historii życia człowieka. To właśnie z tej historii sąd wyprowadza wnioski dotyczące rozmiaru krzywdy.
Samo zapewnienie o cierpieniu nie wystarczy
Nie ulega wątpliwości, że śmierć osoby najbliższej wiąże się z bólem i cierpieniem. W praktyce procesowej nie wystarczy jednak ograniczyć się do stwierdzeń: „Bardzo cierpiałem.” „To była dla mnie największa tragedia.” „Do dziś nie mogę się z tym pogodzić.”
Takie wypowiedzi są całkowicie zrozumiałe z ludzkiego punktu widzenia. Jednak dla sądu stanowią dopiero punkt wyjścia, a nie zakończenie analizy.
Zadaniem sądu nie jest ocena szczerości tych słów. Zadaniem sądu jest ustalenie, jakie fakty potwierdzają, że śmierć rzeczywiście spowodowała określoną krzywdę oraz jaki był jej rozmiar. Właśnie dlatego dobrze przygotowana sprawa opiera się przede wszystkim na faktach, a dopiero później na ich ocenie.
Historia relacji jest ważniejsza niż liczba użytych przymiotników
W praktyce można zauważyć pewną prawidłowość.
Osoby, które po raz pierwszy przygotowują pozew lub zgłaszają roszczenie ubezpieczycielowi, często próbują opisać swoją krzywdę za pomocą coraz mocniejszych określeń. Pojawiają się sformułowania: „niewyobrażalny ból”, „ogromna rozpacz”, „nieopisane cierpienie”, „całkowite załamanie”. Choć oddają one emocjonalny wymiar straty, same w sobie niewiele mówią o tym, jak wyglądała relacja ze zmarłym i jakie skutki wywołała jego śmierć.
Znacznie większą wartość mają fakty.
To one pozwalają sądowi zrozumieć, kim był zmarły dla osoby dochodzącej zadośćuczynienia, jak wyglądało ich wspólne życie, jakie miejsce zajmowali w swojej codzienności i co bezpowrotnie zostało utracone.
Można powiedzieć, że dobrze opisana historia relacji mówi o krzywdzie więcej niż najbardziej poruszające przymiotniki.
Sąd odtwarza życie sprzed tragedii
Jednym z najważniejszych elementów postępowania jest odtworzenie obrazu życia przed śmiercią osoby najbliższej. Sąd próbuje odpowiedzieć między innymi na pytania:
1) Jak wyglądały codzienne relacje rodzinne?
2) Jak często strony się widywały?
3) Jakie obowiązki wykonywały wspólnie?
4) W jaki sposób okazywały sobie wsparcie?
5) Jakie plany łączyły ich na przyszłość?
6) Jaką rolę pełnił zmarły w życiu osoby najbliższej?
Dopiero znając odpowiedzi na te pytania, można właściwie ocenić, co zostało utracone. Bez poznania życia przed tragedią trudno bowiem zrozumieć skalę zmian, jakie nastąpiły po śmierci.
Następnie sąd porównuje życie po stracie
Drugim etapem jest analiza tego, co zmieniło się po śmierci. Nie chodzi wyłącznie o pierwsze tygodnie żałoby. Znaczenie mają również trwałe następstwa.
1) Czy zmieniły się relacje rodzinne?
2) Czy pojawiło się poczucie osamotnienia?
3) Czy utracono codzienne wsparcie?
4) Czy zmienił się sposób funkcjonowania?
5) Czy pewne aktywności całkowicie zanikły?
6) Czy zmieniły się plany życiowe?
Im bardziej konkretny jest opis tych zmian, tym łatwiej sądowi zrozumieć rzeczywisty rozmiar krzywdy.
Dowody mają opowiadać tę samą historię
W tym miejscu pojawia się rola dowodów.
Często mówi się, że w sprawach o zadośćuczynienie najważniejsi są świadkowie albo dokumentacja medyczna. Takie stwierdzenie byłoby jednak zbyt daleko idące. Żaden pojedynczy dowód nie rozstrzyga sprawy. Znaczenie ma przede wszystkim to, czy wszystkie zgromadzone dowody tworzą spójny obraz relacji oraz jej utraty.
Zeznania członków rodziny, przyjaciół, współpracowników, dokumentacja leczenia, fotografie, korespondencja czy inne materiały nie są celem samym w sobie. Ich zadaniem jest pomóc sądowi odpowiedzieć na jedno pytanie:
Jak wyglądało życie tej osoby przed śmiercią bliskiego i jak wygląda po niej?
To właśnie dlatego wartość dowodów nie wynika z ich liczby, lecz z ich wiarygodności oraz wzajemnej spójności.
Sąd ocenia całego człowieka, a nie pojedynczy dowód
To niezwykle ważna zasada wynikająca z praktyki orzeczniczej. Nie istnieje dowód, który samodzielnie przesądza o wysokości zadośćuczynienia. Opinia biegłego nie zastąpi historii relacji rodzinnej. Zeznania świadków nie zastąpią dokumentacji tam, gdzie jest ona potrzebna. Zdjęcia rodzinne nie zastąpią opisu zmian, jakie nastąpiły po śmierci. Każdy z tych elementów pokazuje jedynie fragment rzeczywistości. Dopiero ich łączne zestawienie pozwala odtworzyć obraz życia człowieka i zrozumieć rzeczywisty rozmiar jego krzywdy.
Największy błąd to skupienie się na emocjach zamiast na faktach
Po analizie licznych wyroków można dostrzec pewną prawidłowość. Najbardziej przekonujące sprawy to nie te, w których użyto najbardziej dramatycznych sformułowań. Najbardziej przekonujące są te, w których emocje znajdują potwierdzenie w faktach. Czytelny opis wspólnego życia, konkretnych wydarzeń, codziennych relacji i zmian wywołanych śmiercią sprawia, że sąd nie musi domyślać się rozmiaru krzywdy. Może go ustalić na podstawie zgromadzonego materiału dowodowego. Dlatego dobrze przygotowana sprawa nie opiera się na przekonywaniu sądu, że cierpienie było ogromne. Opiera się na pokazaniu, dlaczego było ono tak głębokie i jakie pozostawiło trwałe następstwa.
Fakty są językiem, którym sąd poznaje krzywdę
Po analizie całego dorobku doktryny i orzecznictwa można sformułować jedną zasadę, która – moim zdaniem – najlepiej oddaje praktykę stosowania art. 446 § 4 k.c.
Krzywda ma charakter emocjonalny, ale sąd poznaje ją poprzez fakty.
To właśnie fakty pozwalają odtworzyć relację istniejącą przed śmiercią, zrozumieć jej znaczenie oraz ocenić wpływ utraty na dalsze życie osoby najbliższej. Dlatego w sprawach o zadośćuczynienie warto pamiętać o prostej regule:
Sąd nie ocenia tego, jak pięknie opisana została krzywda. Sąd ocenia, jak rzetelnie została wykazana.
