W sprawach o zadośćuczynienie po śmierci osoby bliskiej łatwo ulec przekonaniu, że o wyniku przesądzi jeden szczególnie mocny dowód: dramatyczne zeznanie, obszerna dokumentacja leczenia albo opinia biegłego psychologa czy psychiatry. W praktyce sądowej obraz jest bardziej złożony. Sąd powinien ocenić całość materiału i ustalić nie tylko, co wydarzyło się po śmierci, ale przede wszystkim jaka była relacja ze zmarłym, jakie znaczenie miała ona w życiu osoby uprawnionej oraz jakie rzeczywiste następstwa wywołała jej utrata.
Opinia biegłego może być w takim postępowaniu bardzo ważna, ale nie jest dowodem „automatycznie lepszym” od innych i nie jest potrzebna w każdej sprawie. Jej rola zaczyna się tam, gdzie ustalenie albo ocena określonych okoliczności wymaga wiadomości specjalnych. Biegły ma pomóc sądowi zrozumieć zagadnienie specjalistyczne; nie zastępuje sądu w ocenie wiarygodności stron i świadków, nie ustala samodzielnie historii rodziny i nie określa należnej kwoty zadośćuczynienia.
1. Co właściwie ma ustalić sąd?
Punktem wyjścia pozostaje art. 446 § 4 Kodeksu cywilnego. Przepis pozwala sądowi przyznać najbliższym członkom rodziny zmarłego odpowiednią sumę tytułem zadośćuczynienia pieniężnego za doznaną krzywdę. Ustawa nie podaje wzoru, według którego można obliczyć tę krzywdę, ani zamkniętej listy dowodów, które mają ją potwierdzać.
Dlatego w sprawie sądowej nie wystarczy odpowiedzieć na pytanie, czy śmierć była bolesna. W przypadku utraty osoby rzeczywiście bliskiej ból, żal i poczucie straty są naturalnymi następstwami zdarzenia. Zadaniem sądu jest jednak ustalenie, jaki był indywidualny rozmiar krzywdy konkretnej osoby i jak powinien on zostać uwzględniony przy określaniu „odpowiedniej” sumy pieniężnej.
W praktyce oznacza to konieczność odtworzenia kilku powiązanych ze sobą elementów: charakteru relacji przed śmiercią, roli pełnionej przez zmarłego, sposobu funkcjonowania rodziny, okoliczności samego zdarzenia, przebiegu żałoby oraz zmian, jakie nastąpiły w życiu osoby dochodzącej roszczenia. Nie wszystkie te elementy mają w każdej sprawie taką samą wagę. Ich znaczenie zależy od indywidualnego stanu faktycznego.
To ważne, ponieważ samo postępowanie nie powinno zamieniać się w poszukiwanie jednego „testu na cierpienie”. Krzywda ma charakter niemajątkowy. Nie da się jej zmierzyć liczbą wizyt u psychiatry, liczbą miesięcy niezdolności do pracy ani liczbą zdjęć przedstawionych w sądzie. Każdy z takich faktów może być istotny, ale dopiero jego miejsce w całej historii pozwala ocenić rzeczywiste znaczenie.
Sąd musi więc z jednej strony ustalić fakty, a z drugiej nadać im właściwe znaczenie prawne. To właśnie rozróżnienie będzie kluczowe dla odpowiedzi na pytanie, kiedy wystarczają zwykłe środki dowodowe, a kiedy potrzebna staje się wiedza psychologa lub psychiatry.
2. Co naprawdę przekonuje sąd? Nie pojedynczy dowód, lecz spójny obraz sprawy
Kodeks postępowania cywilnego przyjmuje zasadę, zgodnie z którą sąd ocenia wiarygodność i moc dowodów na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału. W sprawach o zadośćuczynienie ma to szczególne znaczenie, ponieważ najważniejsze okoliczności dotyczą relacji rodzinnych, emocji i zmian w codziennym funkcjonowaniu, a więc sfer, których zwykle nie da się zamknąć w jednym dokumencie.
Dlatego materiał przekonujący to przede wszystkim materiał konkretny, spójny i wzajemnie się uzupełniający. Zeznania strony mogą opisywać rolę zmarłego w rodzinie. Świadkowie mogą potwierdzić codzienne kontakty i zmiany zauważalne po śmierci. Dokumenty mogą pokazywać leczenie, przerwy w pracy albo inne obiektywne następstwa. Korespondencja czy fotografie mogą uzupełniać obraz relacji. Żaden z tych elementów nie ma jednak z góry przypisanej „mocy”.
W poprzednich wpisach z tego cyklu szerzej omówiłem poszczególne rodzaje dowodów. Tutaj ważniejsza jest inna kwestia: dlaczego jedne materiały przekonują bardziej, a inne mniej. Zwykle największe znaczenie ma możliwość powiązania dowodu z konkretnym faktem oraz zgodność tego faktu z pozostałą częścią materiału. Ogólne zapewnienie, że relacja była „wyjątkowa”, mówi mniej niż kilka konsekwentnych informacji pokazujących, jak ta relacja wyglądała w zwykłym życiu.
Podobnie jest z opisem cierpienia. Bardzo emocjonalne słowa nie są z definicji bardziej wiarygodne od spokojnej relacji. Ludzie różnią się sposobem wyrażania emocji. Jeden człowiek otwarcie opowiada o bólu, inny mówi o nim oszczędnie i przez lata zachowuje zewnętrzną kontrolę. Sąd powinien oceniać fakty, a nie premiować określony sposób ekspresji.
Przekonujący obraz sprawy powstaje wtedy, gdy można dostrzec logiczny związek między relacją sprzed śmierci a następstwami jej utraty. Jeżeli zmarły był stale obecny w życiu rodziny, pełnił określoną rolę i stanowił ważne źródło wsparcia, a po jego śmierci doszło do trwałej zmiany codzienności, wszystkie te elementy powinny być pokazane w sposób możliwie konkretny. Nie chodzi o idealizowanie rodziny. Przeciwnie – autentyczność jest zwykle bardziej wiarygodna niż obraz, w którym każda relacja była bezkonfliktowa i doskonała.
Właśnie dlatego w sprawach o zadośćuczynienie „więcej” nie zawsze znaczy „lepiej”. Dziesięciu świadków powtarzających tę samą ogólną ocenę nie musi wnieść więcej niż kilku świadków, którzy znają różne aspekty życia rodziny. Obszerna dokumentacja nie będzie przydatna, jeśli nie dotyczy faktów istotnych dla rozmiaru krzywdy. Tak samo opinia biegłego nie naprawi materiału, w którym brakuje podstawowych informacji o relacji ze zmarłym.
Najważniejszy jest więc nie efekt emocjonalny pojedynczego dowodu, lecz wiarygodny i wewnętrznie zgodny obraz konkretnej historii.
3. Gdzie w tej układance znajduje się opinia biegłego?
Biegły pojawia się w procesie z innego powodu niż świadek. Świadek przekazuje sądowi informacje o faktach, które sam zna lub obserwował. Biegły ma natomiast wykorzystać wiedzę specjalistyczną do wyjaśnienia albo oceny określonego zagadnienia. Tę różnicę oddaje art. 278 § 1 k.p.c., który wiąże dowód z opinii biegłego z przypadkami wymagającymi wiadomości specjalnych.
Komentarz do postępowania dowodowego pod redakcją T. Erecińskiego i M. Dziurdy trafnie podkreśla, że zadaniem biegłego nie jest samodzielne ustalanie całego stanu faktycznego. Biegły analizuje zgromadzony materiał z perspektywy swojej specjalności i dostarcza sądowi wiedzy, której nie można oczekiwać od osoby bez fachowego przygotowania. Jest pomocnikiem sądu w sferze wiadomości specjalnych, ale nie przejmuje funkcji orzekania.
To rozróżnienie ma duże znaczenie w sprawach o śmierć osoby bliskiej. Biegły psycholog nie powinien rozstrzygać, czy powód był „dobrym synem”, czy małżonkowie rzeczywiście byli sobie bliscy ani jaka kwota zadośćuczynienia jest odpowiednia. Tak samo biegły psychiatra nie ustala prawnej zasadności roszczenia. Są to zagadnienia należące do sądu.
Specjalista może natomiast pomóc wtedy, gdy spór dotyczy kwestii wymagających wiedzy fachowej: charakteru zaburzeń psychicznych, ich nasilenia i czasu trwania, związku określonych objawów ze śmiercią osoby bliskiej, wpływu wcześniejszych problemów zdrowotnych na obecny stan czy rokowań na przyszłość. Dobór specjalności powinien odpowiadać problemowi, który ma zostać wyjaśniony. Psycholog i psychiatra nie są po prostu dwoma nazwami tego samego dowodu; zakres potrzebnej wiedzy zależy od tezy dowodowej i okoliczności sprawy.
Warto przy tym zwrócić uwagę na wyniki badań aktowych opisanych w monografii „Zadośćuczynienie z tytułu śmierci osoby najbliższej. Praktyka i standaryzacja”. W 32,6% zbadanych spraw pierwszoinstancyjnych nie przeprowadzono żadnej opinii biegłego – postępowanie opierało się na zeznaniach oraz dokumentach. Jeżeli jednak opinia była dopuszczana, zdecydowanie dominowały specjalności psychologiczna i psychiatryczna. Dane te dobrze pokazują dwie rzeczy jednocześnie: opinia specjalisty jest w tej kategorii spraw częsta, ale nie jest warunkiem prawidłowego rozstrzygnięcia każdej sprawy.
Jeszcze ważniejszy jest wniosek autorów badań. Wskazali oni, że celowość zasięgania opinii psychologa wymaga każdorazowej refleksji, a szczególne uzasadnienie taki dowód może mieć wtedy, gdy śmierć osoby najbliższej doprowadziła do wyjątkowo dotkliwych cierpień lub pogorszenia funkcjonowania przekraczającego granice zwykłego przebiegu żałoby.
To dobry punkt odniesienia: biegły nie jest elementem obowiązkowym dlatego, że sprawa dotyczy cierpienia. Jest potrzebny wtedy, gdy określone zagadnienie rzeczywiście wymaga fachowej oceny.
4. Kiedy biegły psycholog lub psychiatra może być potrzebny?
Najłatwiej odpowiedzieć na to pytanie, odwracając perspektywę. Nie należy zaczynać od pytania: „czy w sprawie o zadośćuczynienie trzeba powołać psychologa?”. Najpierw trzeba ustalić, jaki fakt pozostaje sporny i czy jego prawidłowa ocena przekracza wiedzę oraz doświadczenie życiowe sądu.
Jeżeli strona twierdzi jedynie, że po śmierci bliskiego odczuwała żal, tęsknotę, poczucie pustki i osamotnienia, samo istnienie takich przeżyć nie musi wymagać opinii specjalisty. Są to następstwa, które mieszczą się w ludzkim doświadczeniu i mogą być ustalane na podstawie zeznań strony, świadków i innych dowodów. Właśnie z tego powodu orzecznictwo podkreśla, że zadośćuczynienie nie jest zastrzeżone wyłącznie dla osób, u których żałoba przybrała postać chorobową.
Sytuacja może wyglądać inaczej, gdy strona powołuje się na depresję, zespół stresu pourazowego, zaburzenia adaptacyjne, powikłany przebieg żałoby, konieczność długotrwałego leczenia psychiatrycznego albo trwałe następstwa w sferze zdrowia psychicznego. Wtedy sąd może potrzebować wiadomości specjalnych, aby ustalić, czy określone objawy rzeczywiście występują, jaki mają charakter, czy pozostają w związku ze śmiercią oraz jakie są rokowania.
Opinia może być szczególnie istotna również wtedy, gdy stan psychiczny osoby uprawnionej był skomplikowany jeszcze przed zdarzeniem. Wcześniejsza depresja, zaburzenia osobowości, inne traumatyczne doświadczenia czy równoległe problemy życiowe mogą powodować spór o to, które następstwa pozostają związane ze śmiercią osoby bliskiej, a które mają inne źródło. Odpowiedź na takie pytanie może wymagać specjalistycznej diagnozy i oceny związku przyczynowego.
Dobrym przykładem z przekazanego orzecznictwa jest wyrok Sądu Apelacyjnego w Łodzi z 10 maja 2017 r., I ACa 1453/16. Sąd wskazał tam, że stan psychiczny powoda po śmierci ojca był istotny dla rozmiaru krzywdy, ale w konkretnych okolicznościach nie wymagał dodatkowo wiadomości specjalnych lekarza psychiatry. W sprawie istniał już materiał pozwalający ocenić tę sferę, w tym opinia psychologa. Oddalenie wniosku o kolejną opinię psychiatryczną zostało uznane za prawidłowe. Przykład ten dobrze pokazuje, że potrzeba biegłego zależy od konkretnego pytania i materiału już znajdującego się w aktach, a nie od samego rodzaju roszczenia.
Z drugiej strony, jeżeli rozstrzygnięcie rzeczywiście zależy od wiadomości specjalnych, sąd nie powinien zastępować biegłego własnym przekonaniem. Dotyczy to zwłaszcza oceny medycznej lub psychologicznej, której nie można wiarygodnie przeprowadzić wyłącznie na podstawie potocznego doświadczenia. Granica przebiega więc nie między „ważną” i „nieważną” sprawą, lecz między faktami możliwymi do ustalenia zwykłymi środkami dowodowymi a zagadnieniami wymagającymi wiedzy specjalistycznej.
Z tego względu nie ma jednej prawidłowej odpowiedzi dla wszystkich spraw. W jednej opinię psychologa można uznać za zbędną, w innej będzie ona bardzo pomocna, a w jeszcze innej bez opinii psychiatry nie da się odpowiedzialnie rozstrzygnąć sporu o charakter zaburzeń i ich związek ze zdarzeniem.
5. Czego opinia biegłego nie zastąpi?
W praktyce pojawia się jeszcze jeden błąd: traktowanie opinii biegłego jako dowodu, który może wypełnić braki całego postępowania. Tymczasem biegły pracuje na materiale zgromadzonym w sprawie. Nie powinien tworzyć za stronę faktów, których wcześniej nie wykazano, ani zastępować świadków w opisie życia rodzinnego.
Jeżeli spór dotyczy tego, jak często ojciec spotykał się z dorosłym dzieckiem, kto sprawował opiekę nad rodzicem, czy małżonkowie rzeczywiście prowadzili wspólne życie albo jaką rolę zmarły odgrywał w wychowaniu wnuków, są to przede wszystkim fakty. Ich źródłem mogą być zeznania, dokumenty, wiadomości, fotografie i inne materiały. Biegły może później analizować psychologiczne znaczenie określonych następstw, ale nie powinien zastępować sądu w ustaleniu, jak wyglądała sama relacja.
Nie należy również oczekiwać, że biegły „wyceni” cierpienie. Ustalenie odpowiedniej sumy zadośćuczynienia jest zadaniem sądu. Specjalista może opisać stan psychiczny, mechanizmy adaptacyjne, występujące zaburzenia czy rokowania, lecz nie ma kompetencji do ustalenia prawnej wartości krzywdy w pieniądzu.
Także sama opinia podlega ocenie sądu. Komentarz do art. 278 k.p.c. wyraźnie zaznacza, że sąd nie jest związany opinią biegłego i powinien ją ocenić w ramach swobodnej oceny dowodów. Bezkrytyczne przyjęcie ekspertyzy prowadziłoby w istocie do przekazania rozstrzygnięcia biegłemu. Sąd powinien więc badać między innymi logiczność wywodu, kompletność, zgodność wniosków z materiałem, na którym biegły się opierał, oraz to, czy opinia odpowiada na pytania należące do dziedziny specjalisty.
Z tej samej przyczyny nie każda niekorzystna opinia uzasadnia powołanie kolejnego biegłego. Sam fakt, że strona nie zgadza się z wnioskami, nie oznacza jeszcze, że potrzebna jest następna ekspertyza. Znaczenie mają konkretne braki: niejasność, niepełność, sprzeczność, pominięcie istotnego materiału albo przekroczenie zakresu kompetencji.
W dobrze przygotowanej sprawie opinia specjalisty powinna więc mieć jasno określoną funkcję. Jeżeli nie wiadomo, na jakie pytanie ma odpowiedzieć biegły, istnieje ryzyko, że dowód stanie się jedynie kosztownym i czasochłonnym dodatkiem, zamiast rzeczywiście pomagać w ustaleniu rozmiaru krzywdy.
6. Najlepsza metoda: najpierw fakt, potem dowód, a dopiero na końcu wiadomości specjalne
Połączenie tematu „co przekonuje sąd” z pytaniem o biegłego prowadzi do jednej praktycznej zasady. Budowanie materiału powinno przebiegać od faktów do dowodów, a nie od dowodów do faktów.
Najpierw trzeba ustalić, co w konkretnej sprawie ma znaczenie dla oceny krzywdy. Jak wyglądała więź przed śmiercią? Jaką rolę pełnił zmarły? Co zmieniło się po zdarzeniu? Jak przebiegała żałoba? Czy pojawiły się szczególne następstwa psychiczne lub zdrowotne? Dopiero później można zdecydować, jakie środki dowodowe najlepiej pokażą poszczególne okoliczności.
W uproszczeniu można wyróżnić trzy poziomy. Pierwszy obejmuje fakty dotyczące wspólnego życia i relacji – tutaj zasadniczą rolę odgrywają dowody opisujące rzeczywistą codzienność. Drugi dotyczy następstw widocznych dla otoczenia: zmiany aktywności, wycofania, utraty dotychczasowych ról, sposobu funkcjonowania w rodzinie czy pracy. Trzeci pojawia się wtedy, gdy twierdzenia wchodzą w sferę specjalistyczną, na przykład diagnozy zaburzeń psychicznych, ich przyczyn, czasu trwania lub rokowań. Właśnie na tym trzecim poziomie opinia psychologa albo psychiatry może okazać się szczególnie potrzebna.
Taka konstrukcja pozwala uniknąć dwóch skrajności. Pierwszą jest przekonanie, że bez biegłego nie da się wykazać żadnej poważnej krzywdy. Drugą – założenie, że w sprawach dotyczących emocji wiedza specjalistyczna nigdy nie jest potrzebna. Oba podejścia są zbyt uproszczone.
Z perspektywy procesu najbardziej przekonująca jest sprawa, w której każdy dowód ma określone zadanie. Świadek opisuje fakty, które rzeczywiście obserwował. Dokument potwierdza konkretną okoliczność. Strona przedstawia własne doświadczenie. Biegły wypowiada się tylko tam, gdzie potrzebna jest jego wiedza. Sąd może wtedy zobaczyć nie zbiór przypadkowych materiałów, lecz uporządkowany obraz relacji, straty i jej następstw.
To właśnie odróżnia postępowanie dowodowe od gromadzenia dowodów „na wszelki wypadek”. Nie chodzi o stworzenie najgrubszych akt ani o powołanie największej liczby ekspertów. Chodzi o udzielenie sądowi wiarygodnej odpowiedzi na pytania, które naprawdę mają znaczenie dla rozstrzygnięcia.
Kluczowa myśl porady
Sądu nie przekonuje sam fakt powołania biegłego ani liczba zgromadzonych dowodów. Największą wartość ma spójny materiał pokazujący rzeczywistą relację ze zmarłym i rzeczywiste następstwa jej utraty. Opinia psychologa lub psychiatry jest potrzebna wtedy, gdy określone zagadnienie wymaga wiadomości specjalnych – ma pomóc sądowi zrozumieć specjalistyczny aspekt sprawy, a nie zastąpić ocenę całej krzywdy.
